czwartek, 3 stycznia 2013

Emily.

Emily

Saturday 8 August

The chalet


It was gone 1am by the time I got to bed and God knew what time Katie got in, so neither of us were interested when Dad tried to wake us at half-eight. I tuned him out but caught the words 'family' and 'surfing lessons'. Enough to ensure I was comatose till noon. When I woke, Katie was gone and I had the house to myself. Bliss. I padded through to the kitchen in my PJs and made a cup of tea. I was spreading jam on baguette when Mum, Dad and James got back from their morning of water-sport-based bonding. 'Aha, she wakes!' said Dad. Still in jovial mood, then. Brilliant. 'I'm glad you're up and about,' said Mum, picking up the kettle to refill it. ' I thought you, Katie and I could spend the afternoon at the spa. Bit of girlie time. I said I'd meet Katie in town in a bit.'
I'd really, really, rather not.
'Thanks Mum, it's a nice thought, but I'm not really in the mood. I was going to go for a walk. On my own.'
'Oh come on, Emily. Snap out of it,' said Mum.
Fuck's SAKE.
'Snap out of what? I'm fine. I just fancy and afternoon to myself.'
Mum sighed. 'Fine. Maybe tomorrow then.'
'Yeah. Maybe.'
So she was still skirting round the elephant in the room. Fine by me if she didn't bring it up, but it made everything so fucking fake. 
I didn't bother mentioning that I was planning to hang out with Josh today. I'd never hear the fucking end of it. I waited till everyone had finally left before I grabbed my stuff for the beach and stopped off at his chalet. 
I knocked and the door opened pretty much immediately.
'Thank God for that,' said Josh. I could hear a woman's raised voice in the background as he pulled the door to behind him. I raised my eyebrows.
'My mum,' he said. 'She does go on, bless her. I would invite you in, but she's already wetting her knickers at the thought of a potential playmate for the deviant son.'
We started walking down the steps to the sand.
'So,' I pressed. 'Deviant?'
'Long story, Emily. Let's just say Mummy isn't the most progressive woman in the world.'
A little light went on. 'Ah-ha,' I said. 'You're gay.'
Josh brushed his hair back with exaggerated campness.
'Me, darling? Why ever would you think that?'
'Just a wild guess.'
'Good work, Sherlock.' He looked at me. 'And you?'
'Same,' I said. 'Is this when we do the high five like, bond and shit?'
He grinned. 'Yeah, if we were a couple of jock wankers we would.' He looked me up and down. 'I thought there was something about you. My foolproof gaydar again.' He looked back at our chalet. 'Your parents are cool with it I assume?'
'Nope. Tey're pretending it isn't true. You know. Total denial, that sort of thing.'
 We got to the bottom of the rocks. Josh took off his flipflops and stuffed them in his backpack. It was scorching. Not a single cloud anywhere. The beach was already filling up.
'Want to find somewhere more private?' said Josh. 'I heard there's a rocky little beach round the headland over there.'
'You meand that headland that looks about five miles away?' I groaned.
But half an hour later, we found ourselves on a deserted stretch of sand away from the screaming kids.
We lay our towels down by some rocks and I slathered myslef with Factor 50. I stripped off to my tankini and sat down.
He sat down beside me and for the first time I could look at him properly. Longish curly brown hair, hazel eyes, broad shoulders, and wearing low-slung khaki swim shorts.
'Listen,' he said, as we started out to the perfect sea and watched a couple of boats bobbing about on the horizon. 'I just wanted to apologise for embarrassing you last night, when you were on the phone.'
'Forget it. I'm sorry if I sounded arsey. I'm just a bit pissed off at being on holiday with my parenst. Y'know, missing my girlfriend.'
Josh poked at some pebbles with a bit of driftwood.
'I know exactly what you mean. I broke up with my boyfriend a couple of months ago. It's why I'm here - my parents persuaded me to tag along 'cause they thought it'd cheer me up. And of course they hoped it would open my eyes to the fact that I'm actually deep down a red-blooded heterosexual.'
'Fuck, what are they like,' I groaned. 'Everyone in my family hates Naomi. That's my girlfriend. It's like she turned me gay. If only they knew it was me who pursued her...' I adjusted my sunnies. 'The worst is Katie. My sister. She can't stand it that I'm not like her. She's a fucking magnet when it comes to blokes. She's full herself, you know?'
'Actually she seems pretty insecure to me,' Josh said lightly.
'Yoy are joking?' I said. 'Insecure?'
'Totally. She's desperate. That display yesterday when I arrived with Mum and Dad. Knee-deep in neediness.'
For some reason this bothered me.
'She's not needy!' I said. 'She's always been too fucking confident if anything. She's never without a boyfriend.'
'Of course she isn't. She probably gives it up to anyone.' Josh turned to face me. 'It's an act, Emily. I've met loads like her.'
'Right,' I said quietly. 'Maybe you're right.'
It was about time my sister and I had a proper chat. 
__________________________________________

Emily

Sobota 8 Sierpnia

Domek


Było dawno po pierwszej kiedy poszłam do łóżka i Bóg wiedział o której Katie wróciła, więc żadna z nas nie była zainteresowana, kiedy tata próbował obudzić nas o 8.30. Nie zwracałam na niego uwagi, ale wyłapałam słowa 'rodzina' i 'lekcje surfowania'. Wystarczyły, żebym pozostała w stanie śpiączki do południa. Kiedy się obudziłam, Katie nie było i miałam dom dla siebie. Rozkosznie. Poczłapałam do kuchni w piżamie i zrobiłam sobie filiżankę herbaty. Rozprowadzałam dżem na bagietce kiedy mama, tata i James wrócili z porannego opartego na wodnych sportach zacieśniania więzi. 
'Aha, obudziła się!' powiedział tata. Wciąż w pogodnym nastroju. Cudownie.
'Cieszę się, że wstałaś i jesteś gotowa,' powiedziała mama, podnosząc czajnik, żeby go napełnić. 'Pomyślałam, że ty, Katie i ja mogłybyśmy spędzić popołudnie w spa. Trochę babskiego czasu. Powiedziałam, że spotkam się z Katie niedługo na mieście.'
Naprawdę, naprawdę wolałabym nie. 
'Dzięki mamo, to mimo wszystko  miłe, ale naprawdę nie jestem w nastroju. Zamierzałam iść na spacer. Sama.'
'Oh daj spokój, Emily. Otrząśnij się z tego,' powiedziała mama.
Do KURWY NĘDZY.
'Otrząsnąć się z czego? Wszystko w porządku. Po prostu chcę spędzić popołudnie sama.'
Mama westchnęła. 'Dobrze. W takim razie może jutro.'
'Tak. Może.'
Więc wciąż unikała tematu. Pasowało mi jeśli go nie podejmowała, ale to tylko uczyniło wszystko kurewsko sztucznym.
Nie zawracałam sobie głowy wspominaniem o tym, że planowałam spędzić dziś czas z Joshem. Nigdy kurwa nie usłyszałabym końca. Poczekałam aż wszyscy w końcu wyjdą, zanim chwyciłam moje rzeczy na plażę i zatrzymałam się przed jego domkiem.
Zapukałam, a drzwi otworzyły się właściwie od razu. 
'Dzięki Bogu za to,' powiedział Josh. Słyszałam podniesiony głos kobiety w tle, kiedy zamykał za sobą drzwi. Uniosłam brwi.
'Moja mama,' powiedział. 'Kontynuuje, niech Bóg ją błogosławi. Zaprosiłbym Cię, ale w tym momencie odchodzi od zmysłów na samą myśl o potencjalnym towarzyszu do zabawy dla zepsutego syna.'
Zaczęliśmy schodzić w dół, na piasek.
'Więc,' ponagliłam. 'Zepsutego?'
'Długa historia, Emily. Powiedzmy, że mamusia nie jest najbardziej postępową kobietą na świecie. .'
Coś mi zaświtało. 'Ah-ha,' powiedziałam. 'Jesteś gejem.'
Josh odgarnął włosy do tyłu w przesadnie gejowski sposób. 
'Ja, skarbie? Czemu miałabyś tak w ogóle pomyśleć?'
'Tak po prostu.'
'Dobra robota, Sherlocku.' spojrzał na mnie. 'A ty?'
'Tak samo,' powiedziałam. 'Czy to ten moment kiedy przybijamy piątkę na znak więzi?'
Uśmiechnął się szeroko. 'Ta, gdybyśmy byli parą umięśnionych dupków to byśmy tak zrobili.' Zlustrował mnie od góry do dołu. 'Tak myślałem, że jest coś w tobie. Mój niezawodny gejradar.' Spojrzał na nasz domek. 'Przypuszczam, że twoi rodzice to akceptują?'
'Nie. Udają, że to nieprawda. Wiesz. Totalne zaprzeczenie, tego typu rzeczy.'
Dotarliśmy do podnóża skał. Josh zdjął swoje klapki i schował je do plecaka. Było gorąco. Ani jednej chmury. Plaża się zapełniała. 
'Chcesz znaleźć bardziej prywatne miejsce?' zapytał Josh. 'Słyszałem, że gdzieś tam za tym przylądkiem jest mała kamienna plaża '
'Masz na myśli ten przylądek, który wygląda na jakieś pięć mil stąd?' jęknęłam.
Ale pół godziny później znaleźliśmy się na opuszczonym piaszczystym odcinku, z daleka od wrzeszczących dzieciaków. 
Położyliśmy ręczniki na jakichś kamieniach, a ja posmarowałam się kremem z filtrem 50. Rozebrałam się do  mojego tankini i usiadłam.
On usiadł obok mnie i po raz pierwszy mogłam na niego odpowiednio spojrzeć. Dłuższe, kręcone, brązowe włosy, piwne oczy, szerokie ramiona i miał na sobie średniej długości spodnie khaki do pływania.
'Posłuchaj,' powiedział, kiedy gapiliśmy się na idealne morze i obserwowaliśmy parę podskakujących łódek na horyzoncie. 'Chciałem po prostu przeprosić za zawstydzenie cię zeszłej nocy, kiedy rozmawiałaś przez telefon.'
'Zapomnij o tym. Przepraszam, że brzmiałam jak dupek. Jestem po prostu lekko wkurzona byciem na wakacjach z rodzicami. Wiesz, tęsknie za dziewczyną.'
Josh trącił kilka kamyków z domieszką drewna dryfującego na wodzie. 
'Wiem dokładnie co masz na myśli. Zerwałem z chłopakiem kilka miesięcy temu. To dlatego tu jestem - moi rodzice nakłonili mnie, żebym się przyłączył, bo myśleli że to mnie rozweseli. I oczywiście mieli nadzieję, że to otworzyłoby mi oczy na fakt, że tak właściwie, gdzieś głęboko wewnątrz jestem hetero z krwi i kości.'
'Kurwa, co za ludzie,' jęknęłam. 'Wszyscy w mojej rodzinie nienawidzą Naomi. To moja dziewczyna. To jak jakby ona przemieniła mnie w lesbijkę. Gdyby tylko wiedzieli, że to ja ją przekonałam...' dopasowałam okulary przeciwsłoneczne. 'Najgorsza jest Katie. Moja siostra. Nie może znieść tego, że nie jestem taka jak ona. Jest pieprzonym magnesem jeśli chodzi o chłopaków. Jest strasznie pewna siebie, wiesz?'
'Właściwie jak dla mnie wydaje się całkiem niepewna.' powiedział lekko Josh.
'Żartujesz?' powiedziałam. 'Niepewna?'
'Totalnie. Jest zdesperowana. To przedstawienie wczoraj kiedy przyjechałam z mamą i tatą. Po kolana w potrzebie. '
Z jakichś powodów poruszyło mnie to.
'Ona nie jest w potrzebie!' powiedziałam. 'Zawsze była zbyt kurewsko pewna siebie, jak już. Nigdy nie jest bez chłopaka.'
'Oczywiście, że nie jest. Prawdopodobnie daje każdemu.' Josh odwrócił się w moją stronę. 'To gra, Emily. Spotkałem wiele takich jak ona.'
'Dobra,' powiedziałam cicho. 'Może masz rację.'
Nadszedł czas, żebyśmy z siostrą odbyły odpowiednią rozmowę.

 

niedziela, 30 grudnia 2012

Katie.

Katie

Friday 7 August

The beach, late


I climbed off the boy's increasingly lipm dick.
'Fucking excellent shag, babe. You're hot,' he said, pulling the condom off and reaching down to pull his shorts up from round his ankles.
I brushed the sand off my clothes and got dressed. 'Yeah, brilliant. See you around.' I leant down, kissed him and, with a qucik stroke of his ball to remember me by, walked away up the beach towards the marina. I had no intention of seeing him again, but it was good to leave on a high note.
The village Foam Nite was obviously fucking lame, but at least I'd pulled. To be honest I could take my pick. I was wearing my new lime green bodycon dress over leopard print bra and rhong. And I'd had a Brazilian the day before we left Bristol. When I got to the club I went straight to the bar. Before I'd had a chance order, someone was offering to buy me a drink, but I was way out of his league so I politely declined. Next one to come up to me was much more like it. Tall, good looking, cheeky smile.
'Buy you a drink?' he shouted over the noise. I looked him up and down, took in the hint of sparkling white boxers above his jeans, the faded blue T-shirt, the mussed-up black hair, and smile. 'Sure. I'll have a V'n'T, thanks.' He grinned and leaned over me to order. He smelled nice.
'How come you're here on your own?' he said, handing me my drink. 'Where's your boyfriend?'                    'I don't have a boyfriend,' I said. 'And I'm on my own because I didn't come here to dance around in foam.'  I looked up at him batting my eyelashes.
 'Naughty girl,' he said, stroking my arse. Half an hour later, we were on the beach. He wasn't the most sensitive of lovers, but that's hardly the point any more. Sex is sex. And sex was   the only thing getting me through this painfully lame holiday. That, and the thought of what I'd left behind. There was nothing in Bristol for me, unless you counted humiliation and painful memories. Which I didn't, funnily enough. Two weeks when I absolutely definitely could not bump into Freddie could only be a good thing, even if some of it was in a crappy resort that would basically be fucking Blackpool if it wasn't sunny all the time. 
Sunbathing all day and fucking all night. I can think of worse ways to pass the time. I'd started as I meant to go on, shagging a posh boy from a stag party in an empty cabin on the ferry over here. He was pretty vile actually, keeping his rugby shirt on and bellowing, 'Oh God, yeah,' when he came. 
Then Fabien at Cecile and Ed's place. Bit of a nerd but he fancied me, which is always the aim, and he fucked me good in his bedroom for about eight hours. I'm sure his parents knew because of the noise. But no one said anything. Must be OK in France. They're more comfortable with sex. Actually it was painful after a bit, but I've got used to pain. Water off a duck's back. It's better than feeling nothing. 
Emily doesn't approve of course, but she can fuck right off. She still can't stand it that I'm just more fuckable than her. Yeah, she's wandering around with that smug look on her face right now, like love's young dream has punched her in the face. But I've got news for her: it doesn't count if you're a lezzer. It's not the fucking same. 
When I got in, Em was fast asleep. I sat on my bed and pulled off my clothes. My whole body felt sore actually. Bruised. I usually sleep naked but I nicked one of Emily's voluminous lesbo T-shirts, got into bed and tucked my knees into my chest. 
And I tried not to cry.
 ______________________

Katie

Piątek 7 Sierpnia

Plaża, później


Zeszłam z coraz bardziej bezwładnego kutasa chłopaka. 
'Zajebiste bzykanko, skarbie. Jesteś gorąca,' powiedział, zdejmując kondom i schylając się do kostek, żeby wciągnąć szorty. 
Wytrzepałam piasek z ciuchów i ubrałam się. 'Taa, wspaniałe. Do zobaczenia.' Schyliłam się, pocałowałam go i szybko musnęłam jego jądra, żeby mnie zapamiętał i odeszłam w stronę przystani. Nie miałam zamiaru go więcej widzieć, ale dobrze zostawić po sobie dobre wrażenie.
Wioska Foam Nite była oczywiście kurewsko kiepska, ale przynajmniej poruchałam. Mówiąc szczerze mogłam wybrać. Miałam na sobie moją nową zielonożółtą sukienkę body, pod spodem stanik w panterkę i stringi. I miałam brazylijskie bikini dzień przed wyjazdem z Bristolu. Kiedy dotarłam do klubu, ruszyłam prosto w stronę baru. Zanim miałam szansę, żeby coś zamówić, ktoś zaoferował, że kupi mi drinka, ale byłam wysoko poza jego ligą, więc grzecznie odmówiłam. Następny, którego napotkałam był dużo bardziej w moim typie. Wysoki, dobrze wyglądający z zuchwałym uśmieszkiem.
'Kupić Ci drinka?' wykrzyczał przez hałas. Zlustrowałam go od góry do dołu, wzięłam pod uwagę jego błyszczące białe bokserki, wystające z dżinsów, wyblakły niebieski T-shirt, roztrzepane czarne włosy i uśmiechnęłam się moim najbardziej uroczym uśmiechem. 'Jasne, wezmę V'n'T, dzięki.' 
Uśmiechnął się szeroko i pochylił nade mną, żeby złożyć zamówienie. Ładnie pachniał.
'Jak to się stało, że przyszłaś tu sama?' powiedział, podając mi drinka. 'Gdzie Twój chłopak?'
'Nie mam chłopaka,' powiedziałam. 'I jestem sama, ponieważ nie przyszłam tu po to, żeby tańczyć w pianie.' Spojrzałam na niego, trzepocząc rzęsami. 
'Niegrzeczna dziewczynka,' powiedział głaszcząc mnie po tyłku.
Pół godziny później, byliśmy na plaży. Nie był najbardziej czułym z kochanków, ale to prawie nie ma znaczenia. Seks to seks. I seks był jedyną rzeczą pomagającą mi przetrwać te boleśnie lamerskie wakacje. To i myśl o tym co zostawiłam za sobą. W Bristolu nie było niczego dla mnie, no chyba, że policzycie upokorzenie i bolesne wspomnienia. Czego nie chciałam, dziwnym trafem. Dwa tygodnie, kiedy absolutnie, definitywnie nie chciałam wpaść na Freddiego mogły być jedynie dobrą rzeczą, nawet jeśli ktoś inny byłby w jakimś nędznym kurorcie to przede wszystkim byłoby to pieprzone Blackpool, gdyby nie było słonecznie cały czas.
Opalanie cały dzień i pieprzenie całą noc. Wyobrażam sobie gorsze sposoby na spędzanie czasu. Zaczęłam, tak jak miałam w zamiarze, iść dalej, posuwając eleganckiego chłopaka z wieczoru kawalerskiego w pustej kabinie na promie. Właściwie był z lekka ohydny, nie zdjął swojej koszulki rugby i krzyczał 'O Boże, tak,' kiedy doszedł.
Potem Fabien u Cecile i Eda. Trochę nerd, ale podobał mi się, co jest zawsze moim celem, i dobrze mnie pieprzył w swoim pokoju przez około osiem godzin. Jestem pewna, że jego rodzice wiedzieli o wszystkim przez hałas. Ale nikt nic nie powiedział. To musi być w porządku we Francji. Są bardziej swobodni jeśli chodzi o seks. Właściwie po jakimś czasie to było bolesne, ale przyzwyczaiłam się do bólu. Spływa po mnie jak po kaczce. To lepsze niż czuć się jak nic.
Emily tego nie akceptuje, ale może się jebać. Wciąż nie może się pogodzić z tym, że więcej osób chce się ze mną pieprzyć niż z nią. Taa, błąka się dookoła z tą zadowoloną z siebie miną jakby młodzieńcy sen o miłości walnął ją prosto w twarz. Ale mam dla niej wiadomość: nie liczy się jeśli jesteś lesbą. To nie jest kurwa to samo.
Kiedy wróciłam, Emily już dawno spała. Usiadłam na łóżku i zdjęłam ciuchy. Właściwie całe ciało mnie bolało. Było potłuczone. Zazwyczaj śpię nago, ale zwinęłam jeden z tych obszernych lesbo T-shirtów Emily, wskoczyłam do łóżka i przycisnęłam kolana do klatki piersiowej.
I spróbowałam się nie rozpłakać.
_________________________________________
Zdecydowałam się jednak przepisywać oryginał, chociaż może mi to zajmować więcej czasu, ale domyślam się, że wiele osób po prostu może tak woleć :) następny rozdział jakoś po nowym roku. Życzę Wam wszystkiego najlepszego w 2013! :D

czwartek, 27 grudnia 2012

.

Przepraszam wszystkich za to, że przez miesiąc nie dodałam żadnego rozdziału. Nie miałam internetu z powodu przeprowadzki, a na telefonie ciężko było mi pisać i szczerze powiem, że mi się nie chciało. Chwilowo naprawdę nie mam jeszcze czasu, żeby dodawać kolejne rozdziały, ale niedługo się za to wezmę, obiecuję. :) I mam ważne pytanie do Was, czytelników, i naprawdę zależy mi na odpowiedzi: czy przeszkadzałoby wam gdybym dodawała tylko tłumaczenie, bez oryginału? zaoszczędziłoby mi to dużo czasu. No, ale jeśli się uprzecie to jakoś dam radę. Czekam na odpowiedzi. :)

piątek, 23 listopada 2012

Emily.

Emily

Friday 7 August

Bonjour France Vacances! Resort, nr Bordeaux. France



'Ooh, hello,' said Katie loudly, tossing her hair like a frisky Shetland pony. 'What do we have here?'
It was day four of our jolly family vacances but the first day here, at Butlins de la Mer. We'd stopped off at Cecile and Ed's (friends of Mum's and Dad's) place in Lyon for a couple of days and Katie and I had done pretty good job of avoiding each other. Helped by the fact that Cecile's nineteen-year-old son Fabien had been shagging her in his bedroom most of the time. James isn't much better company, but at least I can hit him whenever he opens his mouth.
So now Katie and I were tolerating a rare moment of occupying the same proximity, sitting on the mound of decorative rocks outside our chalet, watching a family arriving, climbing the steps up to theirs. A fit boy with dark curly hair and long brown limbs was carrying a lilo and a huge rucksack. Katie leaned back on her arms, pushing her legs into a position where they looked longer and thinner than they actually are.
The boy carried on up the steps. He didn't seem to have heard her, didn't even glance at her. Bad luck, Katie.
'Hey,' she said sharply. 'Are you deaf and blind or something?'
He stopped, and looked down at her. 'What?'
'Forget it,' said Katie, getting up and brushing grit off her arse. 'Loser.' She clambered haughtily down the rocks to the beach.
'Charming.' He looked at me, did a double take, and raised his eyebrows. 'Jesus. There's two of you?'
I lauged for the first time in about four days. 'Ignore her,' I said, extending my hand. 'We are so not identical. My name's Emily.'
'Josh.' He was luscious, I'd give him that. Katie'd totally blown it with her fucking hissy fit. He looked back at her, striding angrily across the sand.
'Does you sister know she's got her mini skirt tucked into her thongs?' he said.
I liked him already. 'Oh, she knows all right,' I said as my mother came out of our chalet, beaming like a heteroseeking satellite. I stood up quickly. 'Better go, maybe see you later.' I skipped past Mum who was no doubt already planning her wedding outfit.
'Defenitely,' said Josh. 'Later Emily.'

'So?' said Mum as we all sat down for our dinner. 'You've made a new friend then, sweetheart?" Fair play to her, she'd managed to restrain herself for a whole hour while she was getting the food ready.
'What? Who?' I said, innocently. I ate a mouthful of lamb chop.
'The boy. Josh isit? He's very handsome.'
'Oh, him.' I reached across for the red wine to pour myself another glass. 'Yes Mum, he's really good-looking. I think Katie wants him, though. Right Katie?'
'No way,' Katie snarled, pushing her food round her plate. 'Pretty boys like that are not my type.'
Like fuck they aren't.
'Mine neither,' I said, looking pointedly at Mum. 'Obviously.'
Mum rolled her eyes and gave me a totally infuriating 'We'll see' smirk.
'Oh, you could do a lot worse,' she said. 'Both of you.' She started collecting up the plates and carried them over to the kitchen counter. 'Anyone for apple tart?'
Here we go.
'HELLO? I'm GAY,' I hissed loudly.
'Whatever you say, darling!' trilled Mum, doing out helpings of tart.
Jesus. I preferred Angry Denial. A whole two weeks of this shit.
'No dessert for me,' I said, grabbing my phone. 'I've got a call to make.'
I sashayed past Mum, who pusred her lips, desperate to have the last word.
'Yeah,' said Katie. 'None for me either. Got to watch my fabulous figure.'
'Even if no one else is,' I quipped. I made quickly for the bedroom, slamming the door in Katie's face as she got there.
'Fucking muff-munching bitch,' she said, rattling the handle aggressively.
I let her in after five minutes of rattling and door-beating, and decided to call Naomi from somewhere more private. The beacg would do. I left Katie trussing herself up like Jordan's little sister. False eyelashes, cement mix foundation, skirt up to her fanny. But what did I kno. She'd no doubt find some moron to have sex with her. I didn't imagine they'd be that fussy down at 'Foam Nite'-the village disco organised by the holiday reps. I'd rather have killed myslef than attend that little gathering.
It was a clear night as I walked down to the beach. Sky turning darker and darker blue. The stars were starting to come out. I lay on the sand, looked up at them and thought about Naomi. I missed her like hell. I checked the time on my phone: not too late to call. She answered immediately.
'Hey lover.' It was so goog to hear her voice I could have cried.
'Hey you. How's it going?' I said.
'Oh, you know. Amazing. Watching Mum and her boyfriend totally loved up really can't be underedtimated as a form of awesome enetertainment. I never knew just how stimulating it is watching two old desperados pawing each other every second of the fucking day.'
'Fuck, honey. That's evil.'
'Yeah. It's shit. But tonight was always going to be a bit shit.' She sighed. 'How about you?'
'Same. Going out of my mind. Mum's already tried to set me up with a boy.'
'Oh, Jesus. Who?'
'Just a kid who's got a chalet next door. Seems OK actually.'
Silence.
'Though, obviously I am not interested.'
'Whatever. Think I care?'
'I should fucking well hope so!'
I knew she was smiling, though she didn't answer.
'I wish you were here with me right now, on this beach, looking up at the stars,' I said.
Naomi groaned. 'Me too. I can't stop thinking about us in my bed.'
'I know.' I hesitated. 'Remind me...What were we doing in your bed?'
'Well...' Naomi began, but then I heard footsteps behind me.
'Fuck, someone's coming,' I hissed down the phone. 'I'll call you back.'
I turned around to have a go at whoever was creeping up on me. It was Josh.
'What are you, some kind of perv?' I said, looking up at him. I couldn't see much in the darkness, but I could tell that he was smirking.
'Um, no,' he said. 'I'm someone with ears. There's no breeze: sound travels.'
'Right.' I stared at him, clutching my phone.
'Right. Well. Sorry. I'll leave you to it,' he said. He trudged off up the beach.
I felt a bit bad.
'Hey?' I called after him. 'If you're not doing anything tomorrow...Maybe we could, you know, hang out or something?'
Josh grinned. 'Sure,' he said, walking backwards now. 'I'd like that. Just give us a knock.'
'Excellent.' I gave a cheery little wave.
I watched until I saw him go into his chalet then picked up my phone and pressed redial.
'Hey you,' I said. 'I was worried you might have gone to sleep.'
'No chance. Not when I'm thinkig about undressing you.'
'Yeah?'
'You've got your white cotton knickers on, and I'm kissing you up the insides of your lovely thighs...'
'Should I take my knickers off?'
'No...I'm doing that. Then I'm going to move further up...Slowly at first then...'
'Faster,' I said breathlessly. 'Do it faster.'
'You love that,' she said.
'I fucking love it. Can you see my tits?'
'Yes, and you're touching them...your nipples are hard. And I'm rubbing myself up and down your thigh.'
'Jesus...' My heartbeat was skipping, increasing. I had my hand down inside my knickers, my fingers probing as I imagined they were Naomi's tounge. 'I'm going to come,' I said breathlessly. 'I want to kiss you-'
With a euphoric rush I came, one hand trembling clutching the phone to my ear.
'I love you,' I said, at the same time as Naomi. 'I love you so much.'

__________________________________


Emily

Piątek 7 Sierpnia

Dzień dobry francuskie wakacje! Miejscowość, nr Bordeaux, Francja


'Ooh, cześć,' powiedziała głośno Katie, potrząsając włosami jak rozbrykany szetlandzki kucyk. 'Co my tutaj mamy?'
Był to czwarty dzień naszych wesołych, rodzinnych wakacji, ale pierwszy tutaj, na Butlins de la Mer. Zatrzymaliśmy się u Cecile i Eda (przyjaciele mamy i taty) w Lionie, na kilka dni, a Katie i ja całkiem nieźle radziłyśmy sobie z unikaniem się nawzajem. Pomagał fakt, że dziewiętnastoletni syn Cecile, Fabien pieprzył Katie w swojej sypialni przez większość czasu. James nie jest lepszym towarzystwem, ale przynajmniej mogę go walnąć kiedy tylko otwiera buzię.
Więc teraz Katie i ja tolerowałyśmy rzadki moment okupacji  swojego towarzystwa, siedząc na kopcu dekoracyjnych skał na zewnątrz naszego domku, obserwując przyjeżdżające rodziny, wspinające się do swoich domków. Szczupły chłopak z ciemnymi, kręconymi włosami i długimi, brązowymi kończynami niósł materac do pływania i wielki plecak. Katie oparła się na ręce, układając nogi w pozycji, w której wyglądały na dłuższe i szczuplejsze niż są w rzeczywistości.
Chłopak wspinał się po schodach. Wydawał się jej nie słyszeć, nawet na nią nie zerknął. Co za pech, Katie.
'Hej,' powiedziała ostro. 'Jesteś głuchy i ślepy czy coś?'
Zatrzymał się i spojrzał na nią. 'Co?'
'Nieważne, zapomnij,' powiedziała Katie, wstając i otrzepując piasek z tyłka. 'Frajer.' Zeszła wyniośle ze skał na plażę.
'Uroczo.' Spojrzał na mnie, zamrugał oczami i podniósł brwi. 'Jezu. Jest was dwie?'
Zaśmiałam się po raz pierwszy w ciągu czterech dni. 'Ignoruj ją,' powiedziałam, wyciągając dłoń. 'Nie jesteśmy takie identyczne. Mam na imię Emily.'
'Josh.' Był atrakcyjny, musiałam mu to przyznać. Katie totalnie to spieprzyła tym swoim pieprzonym syczącym napadem. Obejrzał się na nią, maszerującą groźne poprzez piasek.
'Czy twoja siostra wie, że ma swoją mini wetkniętą za stringi?' zapytał.
Od razu go polubiłam. 'Oh, wie o tym doskonale,' powiedziałam w momencie, kiedy moja mama wyszła z naszego domku, rozpromieniona jak hetero-namierzająca satelita. Szybko wstałam. 'Lepiej już idź, może zobaczymy się potem.' Minęłam szybko mamę, która bez wątpienia była w trakcie planowania swojego ślubnego stroju.
'Definitywnie,' powiedział Josh. 'Na razie Emily.'

'Więc?' powiedziała mama, kiedy usiedliśmy do obiadu. 'Masz nowego przyjaciela, kochanie?' punkt dla niej, powstrzymywała się się przez całą godzinę, kiedy przygotowywała jedzenie.
'Co? Kto?' powiedziałam niewinnie. Jadłam kawałek kotleta jagnięcego.
'Ten chłopak. Josh, tak? Jest bardzo przystojny.'
'Oh, on.' sięgnęłam po czerwone wino, żeby nalać sobie kolejną szklankę. 'Tak mamo, naprawdę dobrze wygląda. Myślę, że Katie go chce, niestety. Prawda, Katie?'
'W żadnym wypadku,' warknęła Katie, upychając jedzenie na talerz. 'Ładni chłopcy jak on, nie są w moim typie.'
No pewnie kurwa, że nie. 
'W moim też nie,' powiedziałam patrząc dobitnie na mamę. 'Oczywiście.'
Mama przewróciła oczami i obdarzyła mnie totalnie denerwującym 'zobaczymy' uśmieszkiem.
'Oh, mogłyście cie to wymyślić o wiele gorzej,' powiedziała 'Wy obie.' zaczęła zbierać talerze i zaniosła je do kuchni. 'Ktoś chętny na tartę jabłkową?'
I znów się zaczyna.
'PRZEPRASZAM? Jestem HOMO,' syknęłam głośno.
'Jak sobie chcesz, kochanie!' zaćwierkała mama, krojąc tartę.
Jezu. Już wolę Angry Denial. Całe dwa tygodnie tego gówna.
'Nie chcę deseru,' powiedziałam, biorąc mój telefon. 'Mam połączenie do wykonania.'
Minęłam dumnie mamę, która ściągnęła usta, zdesperowana, żeby mieć swoje ostatnie słowo.
'Tak,' powiedziała Katie. 'Ja też nie chcę. Muszę obejrzeć moją cudowną figurę.'
'Nawet jeśli nikt inny tego nie chce,' zażartowałam. Przemknęłam szybko do sypialni, trzaskając drzwiami prosto przed twarzą Katie, kiedy tam dotarła.
'Jebana lesbijska suka,' powiedziała, szarpiąc agresywnie za klamkę.
Wpuściłam ją po pięciu minutach walenia w drzwi i zdecydowałam się zadzwonić do Naomi z bardziej prywatnego miejsca. Plaża się nadawała. Zostawiłam Katie, ściskającą się jak młodsza siostra Jordana. Sztuczne rzęsy, cementowa mieszanka podkładu, spódnica podciągnięta pod dupę. Ale co ja tam wiedziałam. Bez wątpienia nie będzie miała problemu ze znalezieniem kogoś chętnego do uprawiania z nią seksu. Nie wyobrażałam sobie, że będą wybredni w stosunku do 'Foam Nite' - wiejskiej dyskoteki organizowanej w czasie wakacji. Prędzej bym się zabiła niż uczestniczyła w tym małym zgromadzeniu.
Była czysta noc kiedy szłam w dół plaży. Niebo robiło się coraz ciemniej. Gwiazdy zaczynały się pojawiać. Położyłam się na piasku, patrząc na nie i myśląc o Naomi. Cholernie za nią tęskniłam. Sprawdziłam czas na telefonie: nie za późno, żeby zadzwonić. Od razu odebrała.
'Hej kochanie.' było tak dobrze usłyszeć jej głos. Prawie się rozpłakałam.
'Hej Ty. Jak leci?' zapytałam.
'Oh, no wiesz. Cudownie. Obserwowanie mamy i jej chłopaka totalnie zakochanych nie może być niedocenioną formą rozrywki.  Nie wiedziałam jak bardzo stymulujące jest oglądanie dwóch starych desperatów, obłapiających się w każdej sekundzie pierdolonego dnia.'
'Kurwa, skarbie. To okropne.'
'Taa, jest gównianie. Ale ten wieczór od początku zapowiadał się do dupy.' westchnęła. 'A co u Ciebie?'
'To samo. Odchodzę od zmysłów. Mama już próbowała mnie wyswatać z chłopakiem.'
'Oh, Jezu. Z kim?'
'Tylko dzieciak, który ma domek obok nas. W sumie wydaje się ok.'
Cisza.
'Niestety, oczywiście nie jestem zainteresowana.'
'Wszystko jedno. Myślisz, że mnie to obchodzi?'
'Mam kurwa nadzieję!'
Wiedziałam, że się uśmiechała pomimo braku odpowiedzi.
'Marzę, żebyś tu była ze mną, na tej plaży, patrząc w górę na gwiazdy.' powiedziała.
Naomi jęknęła. 'Ja też. Nie mogę przestać myśleć o nas, w moim łóżku.'
'Wiem.' Zawahałam się. 'Przypomnij mi...Co robiłyśmy w Twoim łóżku?'
'Więc..' zaczęła Naomi, ale potem usłyszałam kroki za sobą.
'Kurwa, ktoś idzie,' syknęłam do telefonu. 'Oddzwonię.'
Odwróciłam się, żeby zobaczyć kto się do mnie zakradał. To był Josh.
'Jesteś jakimś zbokiem?' powiedziałam, podnosząc na niego wzrok. Nie widziałam za wiele w ciemnościach, ale mogłam stwierdzić, że się wymuszenie uśmiecha.
'Um, nie,' powiedział. 'Jestem kimś z uszami. Nie ma wiatru, dźwięk się rozchodzi.'
'Racja.' gapiłam się na niego, ściskajac telefon.
'Racja. Cóż. Przepraszam. Zostawię Cię,' powiedział. Mozolnie ruszył w górę plaży.
Poczułam się troszkę źle.
'Hej?' Zawołałam za nim. 'Jeśli nie robisz nic jutro...Może moglibyśmy, no wiesz, powłóczyć się razem czy coś?'
Josh uśmiechnął się szeroko. 'Jasne,' powiedział, idąc teraz tyłem. 'Jestem za. Po prostu do nas zapukaj.'
'Wspaniale.' pomachałam wesoło.
Obserwowałam go, dopóki nie zobaczyłam jak wchodzi do domku, potem podniosłam telefon i wcisnęłam ponowne wybieranie numeru.
'Hej,' powiedziałam. 'Martwiłam się, że mogłaś już pójść spać.'
'Nie ma szans. Nie, kiedy myślę o rozebranej Tobie.'
'Tak?'
'Masz na sobie swoje białe, bawełniane figi, a ja całuję wewnętrzną stronę Twoich uroczych ud...'
'Czy powinnam zdjąć moje figi?'
'Nie...ja to robię. Potem posuwam się do góry....na początku powoli...'
'Szybciej,' powiedziałam nie mogąc złapać tchu. 'Rób to szybciej.'
'Uwielbiasz to,' powiedziała.
'Ja to kurwa kocham. Widzisz moje cycki?'
'Tak, i dotykasz ich, twoje sutki są twarde. Ja poruszam się w górę i dół, między Twoimi udami.'
'Jezu...' Mój puls przyspieszył zaskakująco. Miałam rękę wewnątrz moich fig, moje palce działały, kiedy wyobrażałam sobie, że to język Naomi. 'Zaraz dojdę,' powiedziałam dysząc. 'Chcę Cię pocałować-'
Z euforycznym pośpiechem doszłam, jedną, trzęsącą się ręką przyciskałam telefon do ucha.
'Kocham Cię,' powiedziałam, w tym samym czasie co Naomi. 'Tak bardzo Cię kocham.'
________________________

WYBACZCIE. Obiecałam rozdział w środę, ale niestety nie wyrobiłam się, nie miałam czasu :(
kolejny nie wiem jeszcze kiedy, w weekend będę trochę zalatana, ale myślę, że do poniedziałku mi się uda, może wcześniej.


niedziela, 18 listopada 2012

Effy.

Effy

Thursday 6 August

Venice by night


'So, Effy. What do you think of Vivaldi?'
Aldo and I were coming back from a walk. I was doing what Tony calls my unstable colt walk, swaying into him ever so slightly. He had both his hands in his pockets.
Whatever. He'd warm up eventually.
'Vivaldi,' I repeated slowly. 'Four Seasons, right?'
'That's right,' he said. 'He was a Venetian. They put on concerts here all the time, but there's one tonight that I know will be excellent. Perhaps you would like to go. And your mother, of course?'
'I think she hates all that classical stuff,' I said. Which was true, luckily. 'But I'll give it a go.'
Fuck. Old churches, and Vivaldi. Even Pandora wouldn't belive this.
'Excellent,' said Aldo. 'It's his Gloria. A short choral work. Beautiful.'
We walked in silence for a bit, me feeling his presence like a fucking Ready Brek glow. In the lobby Aldo stopped to pick up the post he'd left behind earlier.
'Until this evening, Effy. I'll meet you at your apartment at seven.'

Mum looked bemused when I told her I was going to a concert with a middle-aged man.
'Tell me who he is again?' she said, squinting at me through her fag smoke.
'He lives in this block. I helped him to get into his flat when he'd locked himself out.' I said. 'Look, it's just something to do. Nothing untoward.'
'Right.  I wonder what interest he could possibly have in you?' she said, dry as a fucking bone.
'I don't know. Devil worship? Ask him when he picks me up.' I knew she wouldn't, thankfully.

When Aldo arrived I was just out of the shower so I shouted at Mum to let him in. I found tme chatting at the kitchen table, each with a glass of wine. He drained his drink and stood up.
'It was a pleasure to meet you, Anthea,' he said. 'Are you sure I can't persuade you to join us?'
'I'm sure,' said Mum.'Thanks anyway. Have fun.'
I followed Aldo down the hall, and looked back at her sitting at the table, guidebook open again.
Poor cow.

I didn't hold out much hope for the concert, and by the time it finished I wasn't listening. It was difficult with Aldo next to me, smelling of Dolce&Gabanna or Versace or whatever. His arm was touching mine. Just. But he never once looked anywhere else but ahead of him. Not even when I crossed and uncrossed my legs provocatively.
But at the beginning, when the orchestra played and the music built up and then the choir suddenly joined in and I could feel the sound echoing off the ceiling, well; it was weird. It was moving.
Remember Effy, I thought. Thou shalt not be moved.
'Wonderful,' said Aldo, as we walked out into the humididity. It was ten-thirty and twenty-eight degrees. He regarded me, a little smile on his lips. 'I hope you didn't hate every minute of it?'
'No, I...liked it,' I said. 'I enjoyed the experience.' It was true. I had enjoyed sittinh next to him. I would have
preferred it if he'd put his hand on my thigh and slid it between my legs, but older blokes are obviously less forward in coming forward.
'I'll settle for that,' Aldo said. 'Now. What would you like to do? A walk back to the apartments?'
'Fine.' I didn't want to go back, thought. I was enjoying myself.
'We must think of something to do next time that your mother would enjoy,' Aldo mused as we walked slowly, up and down over little bridges.
Must we?
'Thing is, she's not very...sociable at the moment,' I said disloyally. 'Personal stuff stressing her out. You know.'
'Oh.' He glanced at me. 'I can empathise with that.'
Great.
'Very messy personal stuff,' I added. 'You don't want to go there.'
'I see. You are protective of her. I can tell. It must be difficult for both of you.'
'What is?'
'Well...' He looked awkward. 'That your fother is not around.'
'I don't think it's difficult for her at all,' I said.
I could feel his eyes on me. 'And why would that be?'
'Because it's what she wanted. She always gets what she wants. And then it's a big fucking mess and she starts whining about it.' I looked across at him, calmly. 'I don't feel sorry for her at all.'
If Aldo was taken aback by my heartlessness he didn't show it. He took my arm as a couple nearly careered into us, and I founf myself temporarily pulled into his chest. Felt the warmth coming from him. 'In my experience things are rarely that simple,' he said quietly. 'Perhaps it is worth trying to understand.'
Fuck that. I nearly laughed in his face. Instead I put my hand to my forhead and closed my eyes.
'Effy? Are you all right?'
'Just a bit dizzy,' I lied. 'It's the heat.'
He felt my cheek with the back of his hand. 'You are a little hot.' He shook his head. 'You English women. You are fragile creatures.'
Our eyes locked.
I held his gaze.Looked at his wide, soft mouth, tanned cheekbones, dark-lashed eyes.
I wish you'd kiss me.
Instead he took my arm and led me over bridge and down cobbled alley, back to our apartments. 


I got back, and walked into the kitchen to find Mum at the table drinking Sambucca with a little old lady. 'This is Florence,' said Mum. 'She lives in the next-door apartment. Florence, this is my daughter, Effy.'
She looked ancient (the old lady, not Mum, although the last few months have taken their toll), her skin covered in wrinkles, but she was sitting bolt upright, her hand firm as she lifted her mug. She was rake thin, with bright white hair twisted and fastened at the nape of her neck. She was wearing a petrol blue shirt-dress with a triple strand of black beads that reached to where her cleavage would've been if she'd had any tits to speak of.
'Nice to meet you,' said Florence. Enligsh.
'You too,' I said. 'I like your beads.'
She reached up to touch them. 'Oh, thank you,' she said. 'They're lovely, aren't thet? Genuine ebony, of course, which I suppose would be frowned upon now but I got them in the seventies. There's no substitute for the real thing, is there Effy?'
'Guess not,' I said. Fucking brilliant, we travel hundreds of miles to Italy and Mum manages to befriend a senile old Enligsh biddy.
'Florence moved here from London ten years ago,' said Mum.
'My husband was Italian but we always lived in Wimbledon,' said Florence. 'When he died I felt a tremendous urge to live in Italy. Perverse, really.'
'Yeah.'
'I decided on Venice because it was the place where we first time made love. Second of September 1939, the day before war was declared. The ecstasy before the agony, so to speak. Benito was a stupendous lover. Beautiful fingers.'
OK, maybe I was going to like her.
'Do you have a lover?' Florence asked me, as I sat down at the table. Mum let out a faint ripple of laughter. I studied the old lady's face for a moment. Was she for real?
'Not really, Florence,' I said. 'Do you?'
Florence started laughing and ended up coughing, hacking up what sounded like decades of fag gunk. She thumped herself in the chest and said, 'Ha ha! Touche, Effy! Alas, those days are over for me. I'm affraid it's a case of the spirit isn't willing, and neither is the flesh. Nowadays I ue Sudoku to get me off to sleep.'
'Good tip, Florence,' I said, unable to keep a genuine smile off my face. 'I'll give that a try when the time comes.'

That night sleep was a long time coming. I lay awake for hours, a hybrid of Aldo, Freddie and Coook invading my thoughts, and my body. I worked my fingers inside me. I wanted him everywhee.
I wanted to wake up next to him.
_________________________

Effy

Czwartek 6 Sierpnia

Wenecja nocą


'Więc, Effy. Co sądzisz o Vivaldim?'
Razem z Aldo wracaliśmy ze spaceru. Robiłam coś, co Tony nazywa moim chwiejnym chodem źrebaka, zawsze przechylając się lekko na niego. Miał obie ręce w kieszeniach.
Wszystko jedno. W końcu się rozgrzeje.
'Vivaldi,' powtórzyłam powoli. 'Cztery pory roku, prawda?'
'Zgadza się.' powiedział. 'Był Wenecjaninem. Ciągle grają tutaj koncerty, ale ten dzisiejszej nocy będzie wyśmienity. Może chciałabyś pójść. Razem z mamą, oczywiście?'
'Myślę, że ona nienawidzi tych wszystkich klasycznych rzeczy,' powiedziałam. Co było prawdą na szczęście. 'Ale zapytam.'
Kurwa. Stare kościoły i Vivaldi. Nawet Pandora by w to nie uwierzyła.
'Wspaniale,' powiedział Aldo. 'To jego Gloria. Krótki chóralny utwór. Piękny.'
Szliśmy chwilę w ciszy, czułam jego obecność jak ciepło w pieprzonym Ready Brek. W lobby Aldo zatrzymał się, żeby odebrać pocztę, którą zostawił wcześniej.
'Do wieczora, Effy. Spotkamy się w Twoim mieszkaniu o siódmej.'

Mama wyglądała na zdezorientowaną, kiedy powiedziałam jej, że idę na koncert z mężczyzną w średnim wieku.
'Jeszcze raz powiedz kim on jest?' powiedziała, mrużąc oczy wśród dymu z jej papierosa.
'Mieszka w tym bloku. Pomogłam mu dostać się do mieszkania, kiedy zatrzasnął się na zewnątrz,' odparłam. 'Spójrz, jest co robić. To nic niestosownego.'
'Dobrze. Zastanawiam się jaki interes mógłby prawdopodobnie do Ciebie mieć?' powiedziała, sucha jak pieprzona kość.
'Nie wiem. Jakiś diabelski plan? Spytaj go, kiedy po mnie przyjdzie.' wiedziałam, że tego nie zrobi, na szczęście.

Kiedy Aldo pojawił się, wyszłam dopiero spod prysznica, więc krzyknęłam do mamy, żeby go wpuściła. Znalazłam ich rozmawiających przy kuchennym stole, każde z lampką wina. Dopił drinka i wstał.
'Było bardzo miło Cię poznać, Anthea,' powiedział. 'Jesteś pewna, że nie mogę Cię przekonać do pójścia z nami?'
'Jestem pewna,' powiedziała mama. 'Dzięki w każdym razie. Miłej zabawy.'
Poprowadziłam Aldo do hallu i spojrzałam na mamę, siedzącą przy stole, znowu z otwartym przewodnikiem.
Biedna krowa.

Nie pokładałam zbyt wielu nadziei w koncercie i kiedy się skończył, już nie słuchałam. Było trudno z Aldo siedzącym koło mnie, pachnącym Dolce&Gabbaną, lub Versace czy czymś tam. Jego ręka stykała się z moją. Tylko. Ale ani razu nie spojrzał nigdzie indziej niż przed siebie. Nawet wtedy, gdy krzyżowałam i rozchylałam prowokująco nogi.
Ale na początku, kiedy orkiestra zagrała, i muzyka rozdźwięczała, a chór nagle dołączył, poczułam dźwięk rozchodzącego się po suficie echa, cóż; to było dziwne. Poruszające.
Pamiętaj Effy, pomyślałam. Ty nie będziesz poruszona.
'Cudowne,' powiedział Aldo, kiedy wychodziliśmy. Było 10-30 i 28 stopni. Obserwował mnie z małym uśmieszkiem na ustach. 'Mam nadzieję, że nie znienawidziłaś każdej minuty spędzonej tam?'
'Nie, Ja...podobało mi się,' powiedziałam. 'Cieszyłam się doświadczeniem.' Była to prawda. Cieszyłam się siedzeniem obok niego. Wolałabym gdyby położył ręce na moim udzie i wślizgnął ją między moje nogi, ale starsi kolesie są najwidoczniej mniej bezpośredni w bezpośredniości.
'Cieszę się.' powiedział Aldo. 'Teraz. Co chciałabyś robić? Wrócić do domu?'
'W porządku.' Nie chciałam wracać mimo wszystko. Cieszyłam się sobą.
'Musimy pomyśleć o czymś, co spodobałoby się twojej mamie następnym razem,' rozmyślał Aldo, kiedy wchodziliśmy i schodziliśmy powoli z małych mostów.
Musimy?
'Rzecz w tym, że ona nie jest teraz za bardzo...towarzyska,' powiedziałam nielojalnie. 'Osobiste sprawy, które ją stresują. Sam wiesz.'
'Oh.' zerknął na mnie. 'Wyobrażam sobie.'
Świetnie.
'Bardzo pogmatwane, osobiste sprawy,' dodałam. 'Nie chcesz się w to mieszać.'
'Rozumiem. Opiekujesz się nią, muszę to przyznać. To musi być trudne dla was obu.'
'Co?'
'Cóż...' Spojrzał zmieszanie. 'Że twój ojciec nie jest w pobliżu.'
'Nie wydaje mi się, żeby to w ogóle było dla niej trudne,' powiedziałam.
Czułam na sobie jego spojrzenie. 'A to czemu?'
'Ponieważ to jest to czego chciała. Zawsze dostaje to czego chce. A potem robi się z tego wielki pierdolony bałagan i zaczyna się nad tym użalać.' spojrzałam na niego spokojnie. 'Nie współczuję jej ani trochę.'
Jeśli Aldo zaskoczył mój brak serca, nie pokazał tego. Chwycił mnie za ramiona  i nagle znalazłam się przyciśnięta do jego piersi. Czułam bijące od niego ciepło. 'Z doświadczenia wiem, że takie rzeczy rzadko są proste,' powiedział cicho. 'Może warto spróbować to zrozumieć.'
Jebać to. Prawie roześmiałam mu się w twarz. Zamiast tego przycisnęłam dłoń do czoła i zamknęłam oczy.
'Effy? Wszystko w porządku?'
'Po prostu zakręciło mi się w głowie,' skłamałam. 'To przez ten upał.'
Dotknął mojego policzka tyłem dłoni. 'Jesteś trochę gorąca.' Potrząsnął ręką. 'Wy Angielskie kobiety. Jesteście delikatnymi stworzeniami.'
Nasze oczy się spotkały.
Chwyciłam jego spojrzenie. Spojrzałam na jego szerokie, miękkie usta, opalone kości policzkowe, ciemne oczy.
Chciałabym, żebyś mnie pocałował.
Zamiast tego złapał mnie za rękę i przeprowadził przez most w dół brukowanej ulicy, z powrotem do naszych mieszkań.

Wróciłam i weszłam do kuchni, gdzie znalazłam mamę przy stole, pijącą Sambuccę z małą staruszką. 'To jest Florence,' powiedziała mama. 'Mieszka w mieszkaniu obok. Florence, to moja córka Effy.'
Wyglądała staro (staruszka, nie mama, chociaż ostatnie kilka miesięcy odebrało jej urodę), jej skóra pokryta była zmarszczkami, ale siedziała wyjątkowo prosto, jej ręce były stabilne, kiedy zapalała papierosa. Była szczupła, z lśniącymi, białymi włosami, skręconymi i upiętymi na karku. Miała na sobie niebieską koszulo-sukienkę z potrójnym pasmem czarnych koralików, które sięgały tam gdzie byłby jej dekolt, gdyby miała jakieś cycki warte uwagi.
'Miło cię poznać,' powiedziała Florence. Angielka.
'Ciebie też,' odparłam. 'Podobają mi się twoje koraliki.'
Podniosła rękę, żeby ich dotknąć. 'Oh, dziękuję,' powiedziała. 'Są urocze, prawda? Hebanowe, podejrzewam oczywiście, że byłyby teraz potępiane, ale dostałam je w latach siedemdziesiątych. Nie ma zamienników dla prawdziwych rzeczy, prawda Effy?'
'Chyba nie,' powiedziałam. Po prostu zajebiście, przejechałyśmy setki kilometrów do Włoch a mama zaprzyjaźnia się z  niedołężną, starą, angielską babą.
'Florence przeprowadziła się tu z Londynu 10 lat temu,' powiedziała mama.
'Mój mąż był Włochem ale zawsze mieszkaliśmy w Wimbledonie,' powiedziała Florence. 'Kiedy zmarł, poczułam się zobowiązana żeby mieszkać we Włoszech. Na przekór wszystkiemu, naprawdę.'
'Taa.'
'Zdecydowałam się na Wenecję, ponieważ to miejsce, gdzie po raz pierwszy uprawialiśmy miłość. Drugi września 1939, dzień przed zadeklarowaniem wojny. Ekstaza przed agonią, jakby to ująć. Benito był zdumiewającym kochankiem. Miał piękne palce.'
Ok, może nawet zamierzałam ją polubić.
'Masz kochanka?' Florence spytała mnie kiedy siadłam na stole. Mamie wyrwał się słaby szmer śmiechu. Studiowałam przez chwilę twarz staruszki. Czy pytała poważnie?
'Niezupełnie, Florence,' powiedziałam. 'A Ty?'
Florence zaczęła się śmiać i kończąc to kaszleniem, co brzmiało jak ostatnie dni menela. Walnęła się w klatkę piersiową i powiedziała 'Ha ha! Zabawne Effy, te dni już się dla mnie skończyły. Obawiam się, że to sprawa ducha, który jest już  niechętny tak samo jak ciało. Dzisiaj używam Sudoku, żeby mnie uśpiło.'
'Dobra wskazówka, Florence,' powiedziałam, nie potrafiąc utrzymać prawdziwego uśmiechu na twarzy. 'Wypróbuję to, kiedy przyjdzie czas.'

Tej nocy sen długo nie przychodził. Leżałam obudzona przez godzinę, Aldo, Freddie i Cook atakowali moje myśli i ciało. Pracowałam palcami wewnątrz siebie. Chciałam go wszędzie.
Chciałam obudzić się obok niego.
________________________________
Kolejny chyba w środę :>

piątek, 16 listopada 2012

JJ.

JJ

Kebab shop


'Fuck off, fruitnut,' said Cook. 'This ain't got nothing to do with Effy. So, are you going to keep score?'
It was 2 am and Cook and I were at the counter of Abrakebabra. We'd been at the Caves, where Freds and Cook had both had sex (not with each other. Even Cook draws the line somewhere. And not literally in the club, which I belive is frowned upon: Cook had it down an alley and Freddie left to go back to a girl's place). Pandora and Thomas and Naomi were there too, so it was a good night even if I did just dance on my own and try not to think about the fact that I was the only one without the option of post-club sex. I was sitting a song out drinking my fizzy water when Cook reappeared.
'I thought you were having sex?' I shouted.
'Yeah. Finished. Listen Jay, I've got a plan. Let's go.'
And he dragged me to the kebab shop and bought me a chips in pitta.
He explained the rules, which nearly all made sense. In a entirely morally dubious way, obviously.
There's a reason why Cook came up with this game. I'm no fan of cod psychology and actually I'm rubbish at the empathy-slash-emotional-engagement side of thinga, but in this case even I could see it. Effy wanted Freddie the whole time she was with Cook: Cook lost that game. So he's invented one he thinks he can win, which he probably will as sexual intercourse to Cook is like Earth's yellow sun to Superman. Without it, he's powerless, or he thinks he is. (Which is of course where the Superman analogy breaks down as, unless you count pre-1986 incarnations, he really is powerless without solar energy, whereas I'm almost certain the blood would continue to pump around Cook's body even if he didn't have regular exposure to girl' naughty bits.)
I put my analysis to Cook. He wasn't impressed. Hence the fruitnut comment.
'OK, I'll keep score,' I said, finally. 'But, just out of interest, why didn't you ask me to take part in the game?'
Cook grinned in a childlike manner. 'Because you'd lose, Jaykins.'
'I belive it's the taking part that counts,' I said, frowning a little.
'And so it is. Which is another area where you may fall short, my virginal friend.'
'Get lost. I'm not a virgin.'
'Might as well be, mate.'
A fair point with which I couldn't argue.
All things considered, I was pleased Cook had come up with the game. It meant he and Freddie were friends again, that they'd be happy, and therefore that I'd be happy.
Relatively speaking, obviously.

______________________________

JJ

Sklep z kebabem


'Odpierdol się poparańcu,' powiedział Cook. 'To nie ma nic wspólnego z Effy. Więc, zamierzasz pilnować wyniku?'
Była godzina 02.00 rano, a Cook i ja byliśmy przy ladzie w Abrakebabra. Wcześniej byliśmy w Caves, gdzie Freds i Cook oboje uprawiali seks (nie ze sobą nawzajem. Nawet Cook wyznacza jakieś granice. I nie dosłownie w klubie, co, jak sądzę nie jest dobrze widziane: Cook zrobił to na końcu aleji, a Freddie wyszedł, żeby wrócić do mieszkania dziewczyny). Pandora, Thomas i Naomi też tam byli, więc była to dobra noc, nawet jeśli tańczyłem sam ze sobą i próbowałem nie myśleć o fakcie, że byłem jedynym bez opcji uprawiania przypadkowego-klubowego seksu. Nuciłem piosenkę pijąc moją gazowaną wodę kiedy Cook się pojawił.
'Myślałem, że uprawiasz seks?' wykrzyczałem.
'Taa. Skończyłem. Słuchaj Jay, mam plan. Chodźmy.'
I zaciągnął mnie do sklepu z kebabem, gdzie kupił mi frytki w pittcie.
Wyjaśnił zasady, które prawie miały sens. W całkowicie wątpliwie moralny sposób, oczywiście.
Jest powód dla którego Cook wymyślił tę grę. Nie jestem fanem kodu psychologii i właściwie jestem kiepski w analizowaniu emaptycznego-cięcia-emocjonalnego-przywiązania, ale w tym wypadku nawet ja potrafiłem to dostrzec. Effy chciała Freddiego przez cały ten czas, kiedy była z Cookiem: Cook przegrał tą grę. Więc wymyślił jedną, którą myśli, że może wygrać, i prawdopodobnie wygra, bo obcowanie seksualne jest dla Cooka jak żółte słońce Ziemii dla Supermana. Bez tego jest bezsilny, lub myśli, że jest. (co dzieje się oczywiście kiedy Superman analogicznie załamuje się, chyba że liczy się wcielenie przed 1986, kiedy naprawdę jest bezsilny bez słonecznej energii, podczas gdy jestem pewien, że krew dalej krążyłaby w ciele Cooka nawet jeśli nie miałby regularnego dostępu do dziewczęcych majtek. )
Przedstawiłem moją analizę Cookowi. Nie był zachwycony. W związku z tym poszedł komentarz z popaprańcem.
'Ok, przypilnuje wyniku,' powiedziałem w końcu. 'Ale tak poza interesem, czemu nie zaprosiłeś mnie do wzięcia udziału w grze?'
Cook uśmiechnął się w dziecięcy sposób.  'Ponieważ byś przegrał, Jaykins.'
'Wierzę, że jest to część, która się liczy.' powiedziałem, lekko marszcząc brwi.
'I tak jest. Co jest kolejnym polem, na którym byś poległ mój dziewiczy przyjacielu.'
'Spadaj. Nie jestem prawiczkiem.'
'Mogłoby i tak być, kolego.'
Uczciwa uwaga, z którą nie mogłem się kłócić.
Biorąc to wszystko pod uwagę, byłem zadowolony, że Cook wymyślił tę grę. To znaczyło, że on i Freddie byli znów przyjaciółmi, że będą szczęśliwi, a w ten sposób ja będę szczęśliwy.
Względnie rzecz biorąc, oczywiście.

_______________________________________
Następny w niedziele zapewne ; >

środa, 14 listopada 2012

Freddie.

Freddie

The shed


'Right Freds,' said Cook, rubbing his hands together like a dirty old man. 'I've got an offer you can't refuse.' Didn't like the sound of that, not least because he was probably right. Cook has a way of getting what he wants.
'You're gonna love this one. A little game to pass the time, just you and me.'
'What about JJ?' I said.
'Jay's already in the loop, right Jaykins?' Cook leant forward in what he like to call 'his' chair - it was in my shed but whatever - and pointed his fag at me.
'You pulled last night, yeah?'
'Yeah. So?'
'It was good, yes?'
'Yes, it was most enjoyable. Is this going anywhere?'
'Right, so: four weeks, you and me, whoever gets most pussy wins. There's got to be deep penetration, man, and stuffing the same bird twice doesn't count.'
'Nice,' I said sarcastically. But as Cook's ideas go it wasn't bad. It didn't involve anything illegal, for a start. And for various reasons I was totally in the mood for oblivion of the sexual variety. Fuck it.
'Yeah, all right ten.'
'Correct answer, my friend. GayJay's keeping score, but we're gonna have to steal some evidence to give him - sticky knickers, a jizzy condom...that sort of things.'
'That doesn't sound sordid at all,' I said dryly.
It didn't really matter to me, though. Like I said, I've had it with the meaningful shit. I loved a girl. She fucked off and left me. I'm not falling into that trap again.
I still checked my phone every hour, though.
What was she doing now?
'So.' Cook stuck his hand out. 'May the best man win.'
I narrowed my eyes at him. So, that's your game is it? I thought. Well fuck it, then.
'Absolutley,' I said, ignoring his hand. 'Game on.'
__________________________________

Freddie

Szopa  


'Dobra Freds,' powiedział Cook, zacierając ręce jak brudny, stary facet. 'Mam propozycję, której nie możesz odmówić.' Nie podobało mi się brzmienie tego, conamjniej dlatego, że prawdopodobnie miał rację. Cook ma swój sposób na zdobywanie tego, czego chce.
'Spodoba Ci się. Mała gra dla zabicia czasu, tylko Ty i ja.'
'A co z JJ'em?' spytałem.
'Jay jest już w temacie, prawda Jaykins?' Cook oparł się o coś co lubił nazywać 'swoim' krzesłem - było w mojej szopie, ale wszystko jedno - i skinął na mnie papierosem.
'Posuwałeś ostatniej nocy, tak?'
'Taa. No i?'
'Było dobrze, tak?'
'Tak, bardziej przyjemnie. Czy to dokądś zmierza?'
'Dobra, więc: cztery tygodnie, Ty i ja, kto przeleci najwięcej cipek wygrywa. Musi być głęboka penetracja, stary, a faszerowanie dwa razy tej samej ptaszyny się nie liczy.
'Miło,' powiedziałem sarkastycznie. Ale pomysł Cooka nie był wcale zły. Nie zawierał niczego nielegalnego, przynajmniej na początku. I z różnych powodów byłem totalnie w humorze na rozmaitość seksualnego zapomnienia. Jebać to.
'Ta, w porządku.'
'Poprawna odpowiedź, przyjacielu. GejJay pilnuje wyniku, ale będziemy musieli zdobyć jakieś dowody dla niego - lepkie majtki, zużyty kondom...tego typu rzeczy.'
'To w ogóle nie brzmi podle,' - powiedziałem sucho.
Chociaż to właściwie nie miało dla mnie znaczenia. Jak powiedziałem, miałem to głęboko w dupie. Kochałem dziewczynę. Ona spierdoliła i zostawiła mnie. Więcej się w takie coś nie pakuję.
Chociaż wciąż co godzinę sprawdzałem telefon.
Co teraz robiła?
'Więc.' Cook wyciągnął dłoń. 'Niech wygra najlepszy.' Przymrużyłem oczy patrząc na niego. Więc to jest Twoja gra, tak? pomyślałem. Cóż, jebać to.
'Absolutnie,' powiedziałem, ignorując jego dłoń. 'Gra rozpoczęta.'
_______________________________
Kolejny w piątek ;)